poniedziałek, 1 czerwca 2020

Krucza zima

W świetle ciepłego kręgu ognia
- tylko on, cisza i blask...
Milczący zimowy duch

Ols - Zimowa

KRUCZA ZIMA


    Zamek był wielki i stary. Posadzki były z obsydianu, a ściany z grubego ciemnego kamienia. Jedyne światło stanowiły od dawna poczerniałe srebrne świeczniki i kandelabry. Nie dawały wiele światła, ale wystarczająco by można było podziwiać rzeźbione srebrne kruki.
    W sali tronowej nie było świec. Za dnia jedyne światło dawał wielki witraż nad zdobionym kryształowym tronem, a nocą dziesiątki błyszczących kruczych oczu.
    Jej wysokość zwykła wylegiwać się na tronie. U jej stóp siadały kruki i nad nią latały. Gotowe na rozkazy. Największy z nich, ślepy o białych, wszystkowidzących oczach zasiadał dumnie na ramieniu swej pani.
    Królowa nosiła długie czarne eleganckie suknie z dzwoniastymi rękawami. Miała czarne jak noc włosy, czarne jak śmierć oczy i czarną jak otchłań duszę. Jej szyję zdobił obsydianowy dwudziestościan. Z kryształowego kieliszka pijała wino. Zwykle. Bo czasem piła krew. Krew, która czyniła ją nieśmiertelną, młodą, potężną i piękną.
    Gdy ją piła, jej kruczy poddani czekali, aż pozwoli im rzucić się na ofiarę, aż pozwoli skosztować pysznego mięsa. Czekali wszyscy, prócz jednego. Największego, ślepego o białych, wszystkowidzących oczach. On czekał na coś innego. Na kogoś innego.

***

    Młoda dziewczyna o spiczastych uszach, porcelanowej skórze, białych włosach i srebrnych lodowatych oczach stanęła przed królową naga. Jej nogi i ręce skuwały srebrne łańcuchy, a jej głowę zdobiła korona spleciona z cienkich nitek srebra.
    Wzrok elfki był dumny, szlachetny. Smutny, ale nieznający strachu. Kruk o białych, wszystkowidzących oczach od razu ją rozpoznał. Zerknął na kryształowy kieliszek królowej. Był pusty. Ona również rozpoznała dziewczynę.
    Władczyni wykrzywiła usta w okrutnym uśmiechu. Dostojnym krokiem zbliżyła się do elfki wyciągając z dzwoniastego rękawa ostry kryształowy sztylet z obsydianową rękojeścią. Spojrzała na dziewczynę wzrokiem pragnącym krwi. I szybkim ruchem poderżnęła jej gardło. Białowłosa nie wydała żadnego dźwięku. Gdy upadała rozległo się głodne krakanie. 
    Królowa podsunęła kieliszek pod szyje umierającej, tak by doń spłynęła jej krew. A gdy napełniła naczynie, opróżniła je jednym haustem. Nie chcąc zmarnować ani kropli, szybko zapełniła kieliszek elfią krwią ponownie. A gdy uznała, że z ciała dziewczyny wypłynęło już całe życie, trzymając ostatni kieliszek znów zasiadła na  tronie, a ślepy kruk znów zasiadł na królewskim ramieniu.
    Poczuł się wtedy, jakby ciało jego pani zmieniło się w lód. Z jego ślepych oczu popłynęły łzy. Na rozkaz królowej podleciał do dziewczyny i zabrał jej srebrną koronę. Wrócił do swojej pani by ją ukoronować. Uśmiechnęła się tryumfalnie i machnęła od niechcenia ręką, dając znak swym sługom, że czas na posiłek.

    I wtedy elfka otworzyła oczy. Były przygaszone i ciepłe. Już nie dumne, lecz przerażone. Zamglone. Ślepy kruk poczuł, jak rozbudza się w niej życie. Zakrakał głośno, a kruki znieruchomiały. Królowa spojrzała w otwarte oczy dziewczyny i kolejny raz tego dnia, wykrzywiła usta w okrutnym uśmiechu. Do kruka o białych, wszystkowidzących oczach dotarło, że obsydianowa posadzka zatonie w elfiej krwi.

***

    Młoda naga dziewczyna o spiczastych uszach, porcelanowej skórze, białych włosach i srebrnych oczach lewitowała bezwładnie nad tronem. Tak wysoko przytrzymywały ją srebrne łańcuchy, którymi skuto jej nadgarstki i kostki. Można by pomyśleć, że zapadła w głęboki sen. Oczywiście gdyby nie kawałki lodu, powbijane w jej nagie ciało. Rany już nie krwawiły, ale królowej to nie przeszkadzało. Mogła w każdej chwili ponownie przebić ciało dziewczyny lodem i krew znowu spłynęłaby do jej kryształowego kieliszka.
    Wzdłuż jej szyi biegła blizna po pierwszej ranie, jaką jej zadano. Ranie, po której straciła pamięć. Po której nie mogła zrozumieć, jak przeżyła i jakim cudem nadal żyje. Pomimo tak wielu ran, tak wielkiego bólu.
    Elfka nie pamiętała kim jest. Jeden z lodowych kolców tkwił w jej krtani, więc nie mogła się odezwać. Ani krzyknąć. Jej usta były delikatnie rozchylone z pragnienia. Często czuła chłód, a za każdym razem, gdy przestawał ją dręczyć, królowa przebijała jej ciało lodem i ciepło z niej ulatywało. Czuła się coraz słabsza, ale i tak starała się obserwować.
    Królowej towarzyszył wielki kruk o białych oczach. Po zachodzie słońca zmieniał się w młodego bruneta ze pękniętym zegarkiem na srebrnym łańcuszku. Królowa prowadziła go do swojego łoża w komnacie za tronem. A gdy o wschodzie słońca jeszcze spała, mężczyzna zmieniał się ponownie w kruka i podlatywał do elfki poić ją swymi kruczymi łzami. Czasem miała wrażenie, że to było jedyne, co trzymało ją przy życiu.
    Złączona moc lodu i krwi królowej stawała coraz potężniejsza. Wisząca wkrótce spoczęła na kryształowym postumencie postawionym przed tronem, skąd Jej Wysokość krw napełniała kryształowy kieliszek. Im silniejsza była królowa, tym słabsza dziewczyna. Było jej coraz zimniej, a ciepło już nie chciało wracać. Jakby wraz z krwią wysysano wysysano z niej życie. Jej ciało wciąż zdobiły łańcuchy nie pozwalające na jakikolwiek ruch. Teraz już wielki kruk karmił ją swymi łzami także w ludzkiej postaci, gdy tylko królową zmagał sen. Ale nic nie mówił. Dziewczyna domyślała się, że w końcu i one okazały się zbyt słabe, by utrzymać ją przy życiu
    Nie wiedziała kim jest ani dlaczego się tam znalazła, ale czuła, że umiera. Już nie było jej zimno, tylko lodowato, a jej ciało zdobiły bolesne rany i blizny. W końcu powoli zamknęła oczy z zimna i bólu, licząc, że już ich nie otworzy.

***

    Obudziło ją głośne krakanie nad głową. Ledwo wzeszło słońce, więc towarzyszył jej wielki kruk, a nie młodzieniec. Było jej zimno, ale już nie lodowato i nie czuła bólu, choć na jej ciele widniały ledwo widoczne blizny. Nadal była naga, ale potrafiła się ruszać, a łańcuchy były pęknięte. Nad nią latały kruki i krakały, a ten o białych oczach siedział na postumencie obok jej głowy. Usiadła i rozejrzała się. Królowej nie było w sali tronowej. Lubiła wylegiwać się do południa. Ptaki zaczęły delikatnie ją popychać, by wstała. Uczyniła to z trudem. Największy o białych oczach szarpnął ją za włosy na znak, że ma iść za nim. Uczyniła to bez wahania. Z każdym krokiem odzyskiwała siłę i ciepło. W pewnym momencie była w stanie biec za przyspieszającym ptakiem. Po kilku godzinach błądzenia po zamku dotarli do wrót. Kruki zderzały się z nimi, więc musiała sama je otworzyć.
    Zobaczyła zimowy las. Zanim wyszła owinęła się czarnym gobelinem, zerwanym ze ściany. Ledwie przekroczyła próg zamku rozległ się krzyk. Dziewczyna od razu domyśliła się, kto krzyczy i nie oglądając się pobiegła w las. Adrenalina ją ogrzewała, ale i tak elfka nie czuła już chłodu. Nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Musiała uciec tak daleko, jak było to możliwe. Biegła nie odwracając się, ale gdyby to uczyniła, zauważyłaby, że kruki zostały w zamku.

***

    Minęło wiele zim, odkąd białowłosa elfia dziewczyna o porcelanowej skórze i srebrnych lodowatych oczach przebywała w tych stronach. Nosiła wspaniałą białą suknie, na którą nałożyła białe futro, chociaż jej skóra od dawna nie zaznała chłodu. Jej stopy zdobiły kryształowe pantofle. Dziewczyna nie wiedziała kim jest, jakby jej życie zaczęło się w niewoli u okrutnej królowej lodu i krwi. Uciekła jej wiele lat temu z pomocą kruków i od tamtej pory trzymała się z dala od tych okolic. Ale pragnienie odzyskania pamięci zaprowadziło ją tu z powrotem. Jednak zamiast potężnego kamiennego zamku, stanowiącego kiedyś jej więzienie, znalazła opuszczony, zapomniany przez świat piękny dworek. Dziewczyna nie bez lęku weszła do środka. Ściany już dawno popękały, a na meblach zaległ kurz i brud, a cały budynek zatonął w pajęczynach.
    Elfka nie natrafiła na nic godnego zainteresowania na parterze, ale gdy weszła na piętro coś kazało jej zajrzeć do biblioteki. Książki także pokrywał kurz, ale na biurku znalazła różę. Nie pasowała do tego miejsca. Wyglądała, jakby ktoś zerwał ją przed sekundą. Dziewczyna podniosła ją delikatnie. Wtedy rozległ się z dołu krzyk mężczyzny. Z różą w ręce rzuciła się do ucieczki. Biegła po dworku, a korytarze pojawiały się, zakręcały i znikały, a on nie przestawał krzyczeć. W pewnym momencie zsunęła przeszkadzające jej w ucieczce pantofle. Czuła, że ją goni i czuła, że jest to wielki kruk o białych oczach w ludzkiej postaci.
    Wiedziała, że jest blisko, gdy wbiegła do ślepego korytarza. Odwróciła się przygotowując na przerażające spotkanie, ale w chwili gdy wszedł w zasięg jej wzroku, skaleczyła się o kolec róży i ją upuściła. Za jej plecami pojawiły się otwarte drzwi. Szybko wycofała się do pomieszczenia, a gdy tylko znalazła się w środku, wejście zniknęło. Kiedy niebezpieczeństwo minęło rozejrzała się. W pokoju było tylko białe łoże z baldachimem i wazon ze świeżymi czerwonymi różami na stoliku obok. Wszędzie wokół wirował śnieg.
    Nagle elfka poczuła ogarniającą ją senność. Usiadła na łóżku i sennie spojrzała na róże. Zaczął na nich osiadać śnieg. Dziewczyna stawała się coraz bardziej śpiąca i w końcu położyła się nie odrywając wzroku od kwiatów. Gdy usypiała dostrzegła, jak róże zamarzają. Po chwili poczuła jak i ją zaczyna pokrywać ją śnieg i lód, ale nie czuła zimna i lęku. Tylko spokój. Gdzieś w głębi serca wiedziała, że kruk o białych oczach siada pod ścianą, przez którą weszła do pokoju i również zasypia w śniegu i lodzie.

***

    Obudziła się w sukni z białych falban i kruczych piór. Była bosa. Leżała na zimnej posadzce. Powoli wstała. Pokój, w którym się znajdowała był pusty. Nie było w nim drzwi ani okien, a jedyne przejście skrywały białe przejrzyste zasłony. Przy ścianach stały pozapalane świeczki. Było to jedyne światło. Wyszła z pomieszczenia. Korytarze również były puste, ale zamglone. Nie było tam świeczek, ale stłumione światło wpadało przez witraże z roślinnymi motywami. Zasłony zastępowały wszystkie drzwi. Ściany pokryły pnącze winogron, a podłoga tonęła w wyschniętych liściach. Dziewczyna błądziła bez celu po labiryncie korytarzy, aż ujrzała białego motyla. Podążyła za nim, jak zahipnotyzowana.
    Doprowadził ją do większego pokoju. Był podobny do tego, w którym się obudziła, ale w tym stała wielka drewniana szafa z roślinnym ornamentem. Motyl rozpadł się na świecący pył po zderzeniu z szafą. Zajrzała więc do środka. W środku znalazła ziemię, z której wyrastała róża. Jak oczarowana dotknęła płatków, które rozchyliwszy się ukazały srebrny naszyjnik z płatkiem śniegu. Bez wahania sięgnęła po niego i drżącymi dłońmi zapięła na szyi.
    Wtedy usłyszała trzask. Poczuła obecność kruka o białych oczach i rzuciła się do ucieczki. Po kilkunastu minutach wpadła do niewielkiego, ciemnego pokoju. Stało w nim tylko lustro o srebrnej błyszczącej ramie. Gdy rozległy się kroki kruka dziewczyna zrobiła pierwszą rzecz, jaka wpadła jej do głowy. Wstąpiła w lustro.

***

    Pojawiła się w lesie. Miała na sobie prostą białą sukienkę na ramiączkach za kolana, ale wciąż była bosa. Wstrzymała oddech i sprawdziła czy naszyjnik ze śnieżką wciąż znajduje się na jej szyi. Był tam. Z ulgą wypuściła powietrze i rozejrzała się. Wokół były tylko drzewa i krzaki. Lustro zniknęło.
    Po chwili namysłu ruszyła ostrożnie w losowym kierunku. Gdy szła wsłuchiwała się w spokój lasu i śpiew ptaków. Aż w końcu wszystko zamilkło i zobaczyła go.
    Miał na sobie tylko skórzane spodnie, a w dłoniach trzymał topór. Oddychał ciężko, a na jego klatce piersiowej widniał dziwny znak. Przez chwilę stali nieruchomo, aż w końcu mężczyzna uniósł broń. Dziewczyna natychmiast rzuciła się do ucieczki przez las. Kruk z trudem podążył za nią.
    Droga nie była łatwa. Kamienie i ziemia raniły jej stopy, a gałęzie i krzaki dłonie i twarz. Zbliżał się już zmrok, gdy zaczęło jej brakować tchu. Ale wtedy dotarła do dziwnych ruin. Nie tracąc czasu weszła do środka. Na środku płonęło ognisko, za nim stał zniszczony kamienny tron, na którym zasiadał młodzieniec o porcelanowej skórze, długich białych włosach, srebrnych lodowatych oczach i spiczastych uszach. Jej serce zabiło szybciej. Miał na sobie srebrną zbroję, a przy pasie wisiał miecz. O tron opierał się zdobiony łuk, ale nigdzie nie widać było strzał. Mężczyzna miał otwarte oczy, ale były one puste i nieprzytomne. Gdy skupiła się, na jego szyi dostrzegła znajomy srebrny naszyjnik z płatkiem śniegu. Natychmiast dotknęła swojego.
    Stała tak w bezruchu, dopóki nie usłyszała zbliżającego się kruka o białych oczach. Wtedy rzuciła się ku mężczyźnie na tronie i spróbowała go rozbudzić. Bezskutecznie. Dopiero, gdy kruk wszedł do ruin pod wpływem impulsu pocałowała białowłosego. Ku jej zdziwieniu oddał pocałunek, a po chwili wstał, dobył miecza i stanął pomiędzy nią, a krukiem.
    Walka rozpoczęła się błyskawicznie. Przez chwilę ją obserwowała, ale po chwili poczuła dziwny zew. Wzięła łuk i wybiegła z ruin drogą za tronem. Nie wiedziała ile biegła za niewiadomym, ale wstąpiły w nią nowe siły. W końcu dotarła do przepaści. Przez chwilę widziała tylko mgłę, ale po chwili dostrzegła w oddali mroczny zamek, jej dawne więzienie. Zamarła. Wbiła wzrok w jeden z tarasów i czekała.
    Po kilku oddechach ją dostrzegła. Królowa wyglądała tak samo, jak dawniej. Tak samo okrutnie. Spojrzała w oczy dziewczynie. Już nie było w nich lodu. Jakby brak krwi dziewczyny nie pozwalał jej na władzę nad śniegiem. Elfka mimowolnie napięła cięciwę łuku i wycelowała. Strzała z lodu pojawiła się sama. Królowa spokojnie, ale z nienawiścią w oczach zdjęła koronę, którą kiedyś zabrała elfce i upuściła ją na ziemię. Srebro z brzękiem uderzyło o obsydian w chwili, gdy dziewczyna wystrzeliła. Trafiła w samo serce i królowa runęła w przepaść.
    Przez chwilę stała nieruchomo, ale po kilku sekundach zrozumiała, że to już prawie koniec. Szybko pobiegła do ruin, gdzie walczył białowłosy z białookim. Gdy dotarła pojedynek nadal trwał, ale zbliżał się ku końcowi. Czuła, że jej obrońca wkrótce zada krukowi śmiertelny cios. Znowu mimowolnie napięła cięciwę i wystrzeliła lodową strzałę pomiędzy walczących. Znieruchomieli. Wyszeptała, że to koniec. Kruk spojrzał w oczy swojego przeciwnika i zrobił krok w stronę jego i dziewczyny, ale wtedy elfka strzeliła w sam środek ogniska. Siła strzału sprawiła, że ogień rozbił się i stanął pomiędzy białookim, a białowłosymi.
    Dziewczyna znowu napięła cięciwę, wycelowała w pierś kruka, w sam środek znaku i strzeliła. Chwycił strzałę, która przebiła jego ciało i gwałtownie ją wyciągnął. Z rany popłynęła krew i kruk upadł na kolana. Elfka złapała swojego wojownika za ramię i pociągnęła za sobą. Razem wybiegli z ruin i podążyli do przepaści. Razem stworzyli lodowy most, który zabrał ich do zamku. Gdy przeszli po nim stopił się tworząc wspaniały wodospad. Białowłosy podniósł koronę, którą pozostawiła królowa i delikatnie złożył ją na głowie dziewczyny. Tam, gdzie było jej miejsce. Wtedy otwarła szeroko swoje lodowate oczy. I przypomniała sobie.

***

    Brunet siedzący nad ogniskiem otworzył swoje ślepe wszystkowidzące oczy. Miał na sobie tylko skórzane spodnie, a z rany na jego piersi płynęła krew. Trzask płomieni ranił jego wrażliwe uszy. Zewsząd otaczała go pustka, ale nie przeszkadzało mu to. Lubił jej towarzystwo. Były w niej wszystkie ścieżki donikąd i do wszędzie, do świata duchów i snów, których tak dawno nie przemierzał.
    Brakowało mu tego, dlatego teraz pozwolił swojej świadomości swobodnie na nie wpłynąć. Ledwie mu się to udało, ledwie wkroczył na pierwszą ze ścieżek, a poczuł, jak wzywa go Matka Ziemia, jak wyciąga po niego ręce. Znowu zamknął oczy i wziął łyk ze strumienia wszechświata.
    Wróci za kilka obrotów księżyca, a później sprawdzi co u elfiej księżniczki lodu i jej wybranka. Przysporzył jej sporo kłopotów, gdy nad jego duszą władała królowa krwi. Na szczęście moc dziewczyny odzyskała pamięć wcześniej, niż ona sama i nakazała jej ciału uwolnienie go. Gdyby nie to, być może królowa zmusiłaby go do przywrócenia ożywienia jej. A to by nie zostało mu wybaczone. Na szczęście już nie musi jej słuchać i może wrócić na łono dzieci Matki Ziemi.
    Jego dłoń wsypała suche liście szałwii do ognia, a usta poczęły nucić starą pieśń w zapomnianym języku. Ale jego świadomość była już daleko. Od ognia, ziół i słów pieśni. Od ciała. Od ślepego kruka o białych, wszystkowidzących oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz