W świetle ciepłego kręgu ognia
- tylko on, cisza i blask...
Milczący zimowy duch
Ols - Zimowa
KRUCZA ZIMA
Zamek był wielki i stary. Posadzki były z obsydianu, a ściany z grubego ciemnego kamienia. Jedyne światło stanowiły od dawna poczerniałe srebrne świeczniki i
kandelabry. Nie dawały wiele światła, ale wystarczająco by można było podziwiać rzeźbione srebrne kruki.
W sali tronowej nie było świec. Za dnia jedyne światło dawał wielki
witraż nad zdobionym kryształowym tronem, a nocą dziesiątki błyszczących
kruczych oczu.
Jej wysokość zwykła wylegiwać się na tronie. U jej stóp siadały kruki i nad nią latały. Gotowe na rozkazy. Największy z nich, ślepy o białych, wszystkowidzących oczach zasiadał dumnie na ramieniu swej pani.
Królowa nosiła długie czarne eleganckie suknie z dzwoniastymi rękawami. Miała czarne jak noc włosy, czarne jak śmierć oczy i czarną jak otchłań
duszę. Jej szyję zdobił obsydianowy dwudziestościan. Z kryształowego kieliszka pijała wino. Zwykle. Bo czasem piła krew. Krew, która czyniła ją nieśmiertelną, młodą, potężną i piękną.
Gdy ją piła, jej kruczy poddani czekali, aż pozwoli im rzucić się na ofiarę, aż pozwoli skosztować pysznego mięsa. Czekali wszyscy, prócz jednego. Największego, ślepego o białych, wszystkowidzących oczach. On czekał na coś innego. Na kogoś
innego.
***
Młoda dziewczyna o spiczastych uszach, porcelanowej skórze, białych włosach i
srebrnych lodowatych oczach stanęła przed królową naga. Jej nogi i ręce skuwały srebrne łańcuchy, a jej głowę zdobiła korona spleciona z cienkich nitek srebra.
Wzrok elfki był dumny, szlachetny. Smutny, ale nieznający strachu. Kruk o białych, wszystkowidzących oczach od razu ją rozpoznał. Zerknął na kryształowy kieliszek królowej. Był pusty. Ona również rozpoznała dziewczynę.
Władczyni wykrzywiła usta w okrutnym uśmiechu. Dostojnym krokiem zbliżyła się do elfki wyciągając z dzwoniastego rękawa ostry kryształowy sztylet z
obsydianową rękojeścią. Spojrzała na dziewczynę wzrokiem pragnącym krwi. I szybkim ruchem poderżnęła jej gardło. Białowłosa nie wydała żadnego dźwięku. Gdy upadała rozległo się głodne krakanie.
Królowa podsunęła kieliszek pod szyje
umierającej, tak by doń spłynęła jej krew. A gdy napełniła naczynie, opróżniła je jednym haustem. Nie chcąc zmarnować ani kropli, szybko zapełniła kieliszek elfią krwią
ponownie. A gdy uznała, że z ciała dziewczyny wypłynęło już całe życie, trzymając
ostatni kieliszek znów zasiadła na tronie, a ślepy kruk znów zasiadł na królewskim ramieniu.
Poczuł się wtedy, jakby ciało jego pani zmieniło się w lód. Z jego ślepych oczu popłynęły łzy. Na rozkaz królowej podleciał do dziewczyny i zabrał jej srebrną koronę. Wrócił do swojej pani by ją ukoronować. Uśmiechnęła się
tryumfalnie i machnęła od niechcenia ręką, dając znak swym sługom, że czas
na posiłek.
***
Młoda naga dziewczyna o spiczastych uszach, porcelanowej skórze, białych włosach i
srebrnych oczach lewitowała bezwładnie nad tronem. Tak wysoko przytrzymywały ją srebrne łańcuchy, którymi skuto jej nadgarstki i kostki. Można by pomyśleć, że zapadła w głęboki sen. Oczywiście gdyby nie kawałki lodu, powbijane w jej nagie ciało. Rany już nie krwawiły, ale królowej to nie przeszkadzało. Mogła w każdej chwili ponownie przebić ciało dziewczyny lodem i krew znowu spłynęłaby do jej kryształowego kieliszka.
Wzdłuż jej szyi biegła blizna po pierwszej ranie, jaką jej zadano. Ranie, po której straciła pamięć. Po której nie mogła zrozumieć, jak przeżyła i jakim cudem nadal żyje. Pomimo tak wielu ran, tak wielkiego bólu.
Elfka nie pamiętała kim jest. Jeden z lodowych kolców tkwił w jej krtani, więc nie mogła się odezwać. Ani krzyknąć. Jej usta były delikatnie rozchylone z pragnienia. Często czuła chłód, a za każdym razem, gdy przestawał ją dręczyć, królowa przebijała jej ciało lodem i ciepło z niej ulatywało. Czuła
się coraz słabsza, ale i tak starała się obserwować.
Królowej towarzyszył wielki kruk o białych oczach. Po zachodzie słońca zmieniał się w młodego bruneta ze pękniętym zegarkiem na srebrnym łańcuszku. Królowa prowadziła go do swojego łoża w komnacie za tronem. A gdy o wschodzie słońca jeszcze spała, mężczyzna zmieniał się ponownie w kruka i
podlatywał do elfki poić ją swymi kruczymi łzami. Czasem miała wrażenie, że to było jedyne, co trzymało ją przy
życiu.
Złączona moc lodu i krwi królowej stawała
coraz potężniejsza. Wisząca wkrótce spoczęła na kryształowym
postumencie postawionym przed tronem, skąd Jej Wysokość krwią napełniała kryształowy kieliszek. Im silniejsza była królowa, tym
słabsza dziewczyna. Było jej coraz zimniej, a ciepło już nie chciało
wracać. Jakby wraz z krwią wysysano wysysano z niej życie. Jej ciało wciąż
zdobiły łańcuchy nie pozwalające na jakikolwiek ruch. Teraz już wielki kruk karmił ją swymi łzami także w ludzkiej postaci, gdy tylko królową
zmagał sen. Ale nic nie mówił. Dziewczyna domyślała się, że w końcu i one okazały się zbyt słabe, by utrzymać ją przy życiu.
Nie wiedziała kim jest ani dlaczego się tam znalazła, ale czuła, że umiera. Już nie było jej zimno,
tylko lodowato, a jej ciało zdobiły bolesne rany i blizny. W końcu powoli zamknęła oczy z zimna i bólu, licząc, że już ich nie otworzy.
***
Obudziło ją głośne krakanie nad głową. Ledwo wzeszło słońce, więc towarzyszył jej wielki kruk, a nie
młodzieniec. Było jej zimno, ale już nie lodowato i nie czuła bólu, choć na jej ciele widniały ledwo widoczne blizny. Nadal była naga, ale potrafiła
się ruszać, a łańcuchy były pęknięte. Nad nią latały kruki i krakały, a ten o białych oczach siedział na postumencie obok jej głowy. Usiadła i rozejrzała się. Królowej nie było w sali tronowej. Lubiła wylegiwać się do południa. Ptaki zaczęły delikatnie ją popychać, by wstała. Uczyniła to z trudem. Największy o białych oczach szarpnął ją za włosy na znak, że ma iść za nim. Uczyniła to bez
wahania. Z każdym krokiem odzyskiwała siłę i ciepło. W pewnym momencie
była w stanie biec za przyspieszającym ptakiem. Po kilku godzinach błądzenia po zamku dotarli do wrót. Kruki zderzały się z nimi, więc musiała sama je otworzyć.
Zobaczyła zimowy las. Zanim wyszła
owinęła się czarnym gobelinem, zerwanym ze ściany. Ledwie przekroczyła próg zamku rozległ się krzyk.
Dziewczyna od razu domyśliła się, kto krzyczy i nie oglądając się pobiegła w las. Adrenalina ją ogrzewała, ale i tak elfka nie czuła już chłodu. Nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Musiała uciec tak daleko, jak
było to możliwe. Biegła nie odwracając się, ale gdyby to uczyniła, zauważyłaby, że kruki zostały w zamku.
***
Minęło wiele zim, odkąd białowłosa
elfia dziewczyna o porcelanowej skórze i srebrnych lodowatych oczach przebywała w tych stronach. Nosiła wspaniałą białą suknie, na którą nałożyła białe futro, chociaż jej skóra od dawna nie zaznała chłodu. Jej stopy
zdobiły kryształowe pantofle. Dziewczyna nie wiedziała kim jest, jakby jej życie zaczęło się w niewoli u okrutnej królowej lodu i krwi. Uciekła jej wiele lat
temu z pomocą kruków i od tamtej pory trzymała się z dala od tych
okolic. Ale pragnienie odzyskania pamięci zaprowadziło ją tu z powrotem. Jednak zamiast potężnego kamiennego zamku, stanowiącego
kiedyś jej więzienie, znalazła opuszczony, zapomniany przez świat piękny dworek. Dziewczyna nie bez lęku weszła do środka. Ściany już dawno popękały, a na meblach zaległ kurz i brud, a cały budynek zatonął w pajęczynach.
Elfka nie natrafiła na nic godnego zainteresowania na parterze, ale gdy weszła na piętro coś kazało jej zajrzeć do biblioteki. Książki także pokrywał kurz, ale na biurku znalazła różę. Nie pasowała do tego miejsca. Wyglądała, jakby ktoś zerwał ją przed
sekundą. Dziewczyna podniosła ją delikatnie. Wtedy rozległ się z dołu krzyk mężczyzny. Z różą w ręce rzuciła się do ucieczki. Biegła po dworku, a korytarze
pojawiały się, zakręcały i znikały, a on nie przestawał krzyczeć. W pewnym momencie zsunęła
przeszkadzające jej w ucieczce pantofle. Czuła, że ją goni i czuła, że
jest to wielki kruk o białych oczach w ludzkiej postaci.
Wiedziała, że jest blisko, gdy wbiegła do ślepego korytarza. Odwróciła się przygotowując na przerażające spotkanie, ale w chwili gdy
wszedł w zasięg jej wzroku, skaleczyła się o kolec róży i ją
upuściła. Za jej plecami pojawiły się otwarte drzwi. Szybko wycofała się do pomieszczenia, a gdy tylko znalazła się w środku, wejście zniknęło. Kiedy niebezpieczeństwo minęło rozejrzała się. W pokoju było tylko białe łoże z baldachimem i wazon
ze świeżymi czerwonymi różami na stoliku obok. Wszędzie wokół wirował śnieg.
Nagle elfka poczuła ogarniającą ją senność. Usiadła na łóżku i sennie spojrzała na róże. Zaczął na nich osiadać śnieg. Dziewczyna stawała
się coraz bardziej śpiąca i w końcu położyła się nie odrywając wzroku od kwiatów. Gdy usypiała dostrzegła, jak róże zamarzają. Po chwili poczuła jak i ją zaczyna pokrywać ją śnieg i lód, ale nie czuła zimna i lęku. Tylko spokój. Gdzieś w
głębi serca wiedziała, że kruk o białych oczach siada pod ścianą, przez którą weszła do pokoju i również zasypia w śniegu i lodzie.
***
Obudziła się w sukni z białych falban i kruczych piór. Była bosa. Leżała na zimnej posadzce. Powoli wstała. Pokój, w którym się znajdowała był pusty. Nie było w nim drzwi ani okien, a jedyne przejście skrywały białe przejrzyste zasłony. Przy ścianach stały pozapalane świeczki. Było to jedyne światło. Wyszła z pomieszczenia. Korytarze również były puste, ale zamglone. Nie było tam świeczek, ale stłumione światło wpadało przez witraże z roślinnymi motywami. Zasłony zastępowały wszystkie drzwi. Ściany pokryły pnącze winogron, a podłoga tonęła w wyschniętych liściach. Dziewczyna błądziła bez celu po labiryncie korytarzy, aż ujrzała białego motyla. Podążyła za nim, jak zahipnotyzowana.
Doprowadził ją do większego pokoju. Był podobny do tego, w którym się obudziła, ale w tym stała wielka
drewniana szafa z roślinnym ornamentem. Motyl rozpadł się na świecący pył po zderzeniu z szafą. Zajrzała więc do środka. W środku znalazła ziemię, z której wyrastała róża. Jak oczarowana dotknęła płatków, które rozchyliwszy się ukazały srebrny naszyjnik z
płatkiem śniegu. Bez wahania sięgnęła po niego i drżącymi dłońmi zapięła na szyi.
Wtedy usłyszała trzask. Poczuła obecność
kruka o białych oczach i rzuciła się do ucieczki. Po kilkunastu minutach wpadła do niewielkiego, ciemnego pokoju. Stało w nim tylko lustro o srebrnej błyszczącej ramie. Gdy rozległy się kroki kruka dziewczyna zrobiła pierwszą rzecz, jaka wpadła jej do głowy. Wstąpiła w lustro.
***
Pojawiła się w lesie. Miała na sobie
prostą białą sukienkę na ramiączkach za kolana, ale wciąż była bosa. Wstrzymała oddech i sprawdziła czy naszyjnik ze śnieżką wciąż znajduje
się na jej szyi. Był tam. Z ulgą wypuściła powietrze i rozejrzała się. Wokół były tylko drzewa i krzaki. Lustro zniknęło.
Po chwili namysłu ruszyła ostrożnie w losowym kierunku. Gdy szła wsłuchiwała się w spokój lasu i śpiew ptaków. Aż w końcu wszystko
zamilkło i zobaczyła go.
Miał na sobie tylko skórzane spodnie, a w dłoniach trzymał topór. Oddychał ciężko, a na jego klatce piersiowej widniał dziwny znak. Przez chwilę stali
nieruchomo, aż w końcu mężczyzna uniósł broń. Dziewczyna natychmiast rzuciła się do ucieczki przez las. Kruk z trudem podążył za nią.
Droga nie była łatwa. Kamienie i ziemia
raniły jej stopy, a gałęzie i krzaki dłonie i twarz. Zbliżał się już zmrok, gdy zaczęło jej brakować tchu. Ale wtedy dotarła do dziwnych ruin. Nie tracąc czasu weszła do środka. Na środku płonęło ognisko, za nim stał zniszczony kamienny tron, na którym zasiadał młodzieniec o porcelanowej
skórze, długich białych włosach, srebrnych lodowatych oczach i spiczastych
uszach. Jej serce zabiło szybciej. Miał na sobie srebrną zbroję, a przy
pasie wisiał miecz. O tron opierał się zdobiony łuk, ale nigdzie nie widać było strzał. Mężczyzna miał otwarte
oczy, ale były one puste i nieprzytomne. Gdy skupiła się, na jego szyi dostrzegła znajomy srebrny naszyjnik z płatkiem śniegu. Natychmiast dotknęła swojego.
Stała tak w bezruchu, dopóki nie usłyszała zbliżającego się kruka o białych oczach. Wtedy rzuciła się ku mężczyźnie na tronie i spróbowała go rozbudzić.
Bezskutecznie. Dopiero, gdy kruk wszedł do ruin pod wpływem impulsu
pocałowała białowłosego. Ku jej zdziwieniu oddał pocałunek, a po chwili
wstał, dobył miecza i stanął pomiędzy nią, a krukiem.
Walka rozpoczęła się błyskawicznie. Przez
chwilę ją obserwowała, ale po chwili poczuła dziwny zew. Wzięła łuk i wybiegła z ruin drogą za tronem. Nie wiedziała ile biegła za niewiadomym, ale wstąpiły w nią nowe siły. W końcu dotarła do przepaści. Przez chwilę widziała tylko mgłę, ale
po chwili dostrzegła w oddali mroczny zamek, jej dawne więzienie. Zamarła. Wbiła wzrok w jeden z tarasów i czekała.
Po kilku oddechach ją dostrzegła. Królowa wyglądała tak samo, jak dawniej. Tak samo
okrutnie. Spojrzała w oczy dziewczynie. Już nie było w nich lodu. Jakby
brak krwi dziewczyny nie pozwalał jej na władzę nad śniegiem. Elfka mimowolnie napięła cięciwę łuku i wycelowała. Strzała z lodu pojawiła się sama. Królowa spokojnie, ale z nienawiścią w oczach zdjęła koronę, którą kiedyś zabrała elfce i upuściła ją na
ziemię. Srebro z brzękiem uderzyło o obsydian w chwili, gdy dziewczyna wystrzeliła. Trafiła w samo serce i królowa runęła w
przepaść.
Przez chwilę stała nieruchomo, ale po
kilku sekundach zrozumiała, że to już prawie koniec. Szybko pobiegła do ruin, gdzie walczył białowłosy z białookim. Gdy dotarła pojedynek nadal
trwał, ale zbliżał się ku końcowi. Czuła, że jej obrońca wkrótce zada
krukowi śmiertelny cios. Znowu mimowolnie napięła cięciwę i wystrzeliła lodową strzałę pomiędzy walczących. Znieruchomieli. Wyszeptała, że to koniec. Kruk spojrzał w oczy swojego przeciwnika i zrobił krok w stronę jego i dziewczyny, ale wtedy elfka strzeliła w sam środek ogniska. Siła strzału sprawiła, że ogień rozbił
się i stanął pomiędzy białookim, a białowłosymi.
Dziewczyna znowu napięła cięciwę,
wycelowała w pierś kruka, w sam środek znaku i strzeliła. Chwycił strzałę, która przebiła jego ciało i gwałtownie ją wyciągnął. Z
rany popłynęła krew i kruk upadł na kolana. Elfka złapała swojego wojownika za ramię i pociągnęła za
sobą. Razem wybiegli z ruin i podążyli do przepaści. Razem stworzyli lodowy most, który zabrał ich do zamku. Gdy przeszli po nim stopił się tworząc wspaniały wodospad. Białowłosy podniósł koronę, którą pozostawiła królowa i delikatnie złożył ją na głowie
dziewczyny. Tam, gdzie było jej miejsce. Wtedy otwarła szeroko swoje lodowate oczy. I przypomniała sobie.
***
Brunet siedzący nad ogniskiem otworzył swoje ślepe wszystkowidzące oczy.
Miał na sobie tylko skórzane spodnie, a z rany na jego piersi płynęła krew. Trzask płomieni ranił jego wrażliwe uszy. Zewsząd otaczała
go pustka, ale nie przeszkadzało mu to. Lubił jej towarzystwo. Były w
niej wszystkie ścieżki donikąd i do wszędzie, do świata duchów i snów, których tak dawno nie przemierzał.
Brakowało mu tego, dlatego teraz pozwolił
swojej świadomości swobodnie na nie wpłynąć. Ledwie mu się to udało,
ledwie wkroczył na pierwszą ze ścieżek, a poczuł, jak wzywa go Matka Ziemia, jak wyciąga po niego ręce. Znowu zamknął
oczy i wziął łyk ze strumienia wszechświata.
Wróci za kilka obrotów księżyca, a
później sprawdzi co u elfiej księżniczki lodu i jej wybranka. Przysporzył
jej sporo kłopotów, gdy nad jego duszą władała królowa krwi. Na szczęście moc dziewczyny odzyskała pamięć wcześniej, niż ona sama i nakazała jej ciału uwolnienie go. Gdyby nie to, być może królowa zmusiłaby go do
przywrócenia ożywienia jej. A to by nie zostało mu wybaczone. Na szczęście już nie musi jej słuchać i może wrócić na łono dzieci
Matki Ziemi.
Jego dłoń wsypała suche liście szałwii do ognia, a
usta poczęły nucić starą pieśń w zapomnianym języku. Ale jego świadomość
była już daleko. Od ognia, ziół i słów pieśni. Od ciała. Od ślepego kruka
o białych, wszystkowidzących oczach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz