środa, 17 czerwca 2020

Dziesięć zasad dla wróżki #1

*1*

          Gdy się zjawiła był wieczór i Malone leżał już w łóżku.
          — Jutro są twoje jedenaste urodziny  wyszeptała mu do ucha Marlie.  To bardzo ważny dzień, ponieważ przestaniesz być dzieckiem. Z tej okazji mam dla ciebie wyjątkowy prezent. Specjalną piosenkę.
          I gdy ją śpiewała, chłopiec zasnął.
          To był ostatni raz, gdy Malone widział Marlie, ale jej prezent pozostał w nim już na zawsze. Piosenka utkwiła w jego duszy. Słyszał ją w każdej melodii i w każdym dźwięku, ale nie potrafił jej odtworzyć. Wiele razy próbował ją zanucić albo zaśpiewać, ale zawsze wychodziła mu inna piosenka. Cudowna, ale nie tak jak ta, którą dostał od Marlie. Malone odnosił wrażenie, że prezent na jego jedenaste urodziny był źródłem wszelkiej muzyki i każdego dźwięku, był początkiem. Dzięki nieustającemu pragnieniu odtworzenia piosenki stał się znakomitym artystą, każda melodia, którą skomponował wywoływała uczucia, które towarzyszyły tworzeniu. Ale żadna nie była tą idealną, tą którą usłyszał w przeddzień swoich jedenastych urodzin.
          Malone z biegiem czasu zapomniał o Marlie. Nie pamiętał, że była jego jedyną przyjaciółką, nie pamiętał jej długich niebieskich włosów, zielonych kocich oczu, spiczastych uszu, błyszczącej błękitnej skóry i śpiewnego głosu. Nie pamiętał skąd znał piosenkę, którą starał się odtworzyć. Jednak podświadomie szukał Marlii w każdej napotkanej kobiecie, ale nie mógł jej znaleźć. Chociaż Malone dobrze o tym wiedział, nie potrafił przestać szukać. Była przecież wróżką, ale o tym już nie pamiętał...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz