środa, 3 czerwca 2020

Krąg

***

          Aoi miała szesnaście lat. Jej włosy były proste, ciemnoczerwone, sięgały do połowy szyi i były bez grzywki. To naturalny kolor, mówiła zapytana. Miała bladą cerę i czarne skośne oczy. Wyglądała na Azjatkę, ale zawsze temu przeczyła.
          Nosiła stary ciemnozielony płaszcz z kapturem, wyblakłe czerwone gumowce i naszyjnik z trzema chińskimi monetami szczęścia na czerwonym sznurku. Aoi kochała ten kolor. Było to do niej niepodobne, ponieważ rzeczy, które lubiła można było policzyć na palcach jednej ręki, ale nie kochała ich. Kochała tylko czerwień.
          Jej dom stanowił opuszczony ceglany budynek, może magazyn. Miał wysokie okna złożone z mniejszych prostokątnych okienek. Większość była powybijana, a kilka z nich zabito deskami. Zewnętrzne cegły były zarośnięte, a na kamiennej podłodze w środku zaczęła wyrastać trawa i chwasty. Nie było drzwi. Spadzisty szklany dach był jedyną częścią budynku w dobrym stanie. Jedyny mebel magazynu stanowiła krwiście czerwona kanapa, na której Aoi spała.
          Na noc wracała do domu, a za dnia chodziła po ulicach i żebrała albo przeszukiwała kosze na śmieci. Czasem otrzymywała jakąś monetę, ale zwykle była ignorowana. Aoi lubiła obserwować ludzi. Miała do tego prawdziwy talent. Nic jej nie mogło umknąć. Czytała z twarzy przechodniów jak z otwartych ksiąg. Dostrzegała ich ból, smutek, tęsknotę.
          Gdy ktoś ją pytał czy ma kogoś, kogo mogłaby poprosić o pomoc odpowiadała, że jest sama. To nie była do końca prawda, ale nie mogła nikomu powiedzieć, że towarzyszą jej duchy zmarłych zwierząt. Aoi, gdy nikt nie widział bawiła się z nimi i mówiła do nich. Miała też innych przyjaciół, ale widywała ich bardzo rzadko.
          Dziewczyna żyła w ten sposób przez osiem kolejnych lat, po których znalazła w koszu na śmieci zniszczoną maskotkę królika. Wzięła ją do swojego domu i naprawiła. Potem zostawiła na kanapie i wyszła. Padał wtedy deszcz. Aoi kręciła się po mieście bez celu, aż na jej drodze stanął ośmiolatek.
           Jesteś Aoi?  spytał, a dziewczyna skinęła głową.
           Ty jesteś Pan.  To było stwierdzenie.  Przykro mi  powiedziała po chwili i odeszła.
          Chłopiec podążył za nią spojrzeniem i zaczął dławić się krwią. Natychmiast zlecieli się jego opiekunowie. Zawiadomiono karetkę, ale Aoi wiedziała, że ośmiolatek tego nie przeżyje. Zignorowała sytuację i wróciła do domu. Czekał tam na nią młodzieniec o złotych włosach, szarych oczach i błyszczącej skórze. Miał dwadzieścia cztery lata i na tyle też wyglądał. Maskotki królika nie było.
           Cześć, Kai  powiedziała smętnie.
           Idziesz spać, Aoi?  spytał, gdy dziewczyna położyła się na kanapie.
           Dobranoc...  wyszeptała, a deszcz przestał padać.

***

          Kai westchnął i wyszedł. Miał sporo do zrobienie i tylko kilka miesięcy do kolejnej przemiany. Rozsyłał ludziom wokół uśmiechy. Nogi same go prowadziły w odpowiednie miejsca. Do kobiety, której zmarł mąż po tym, jak dała kilka monet Aoi miesiąc temu. Kai dotknął drzwi jej domu i odszedł. W tym samym momencie, kobieta spojrzała na pozytywny wynik testu ciążowego. Długo starała się z mężem o dziecko.
          Złotowłosy chłopak odwiedził każdą osobę, która dała Aoi choć jedną monetę czy coś do jedzenia. Każdego z nich spotkało przez to nieszczęście, ale Kai dotykając drzwi ich domów, rozpoczynał szczęśliwe passę. Spłacał długi przyjaciółki.
          Przez całe miesiące utrzymywał się jedynie z wróżenia z chmur. Jego wróżby zawsze się sprawdzały, więc nie brakowało mu klientów. Gdy widział kogoś smutnego, pocieszał go. Nagradzał tych, którzy okazali dobroć Aoi i jej podobnym. Zawsze pojawiał się tam, gdzie był potrzebny.
          Minęło pół roku, gdy usłyszał śmiech dziecka. Był to pierwszy głośny i radosny śmiech niemowlaka. Ze smutkiem poszedł do sklepu z zabawkami, gdzie dostrzegł piękne pluszowe misie. Wyciągnął rękę w kierunku jednego z nich i delikatnie musnął palcami, a po chwili zniknął. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Parę minut później miś, którego dotknął został kupiony dla jakiegoś dziecka.
          W tej samej chwili młodsza o osiem lat Aoi otworzyła oczy i wyszła rozpocząć swoją żebraczkę.

***

          Pan miał trzy miesiące, gdy po raz pierwszy roześmiał się głośno i radośnie. Po swojej śmierci wybrał ciężarną w szóstym miesiącu ciąży. Nazwali go Carroll. Był cichym dzieckiem, które dobrze się rozwija.
          Gdy trochę dorósł zaczął znajdować różne rzeczy w miejscach dla nich nieprzeznaczonych. Lampka nocna na ławce w parku podczas spaceru z rodzicami. Buty na żywopłotach, książki na sznurkach powieszone na drzewach. Poza tym, gdy coś się gubiło on zawsze wiedział, gdzie tego szukać, bez względu na to czy to był kolczyk matki czy samochód na ogromnym parkingu.
          Pan nazywany Carrollem sam z siebie nie mówił za wiele. Był trochę tajemniczy i niezwykle dojrzały. Wydawał się osobą, która wie więcej niż zdążyłaby się dowiedzieć w ciągu tych kilku lat jego życia.
          Gdy skończył osiem lat poszedł z rodzicami na spacer do parku. Była jesień. Spacerował wśród liści, a jego mama i tata siedzieli w pobliżu na ławce. W pewnym momencie minął dziewczynę o ciemnych czerwonych włosach do połowy szyi, bez grzywki. Spojrzeli sobie w oczy. Jej wzrok wyrażał współczucie. Pan zatrzymał się i podążył za nią wzrokiem. Zaczął wracać do rodziców, gdy zerwał się silny wiatr. Już go widzieli, gdy usłyszał trzask i gałąź nad nim się złamała. Rodzice podbiegli do niego, ale było za późno. Ośmiolatek nie żył.

***

          Aoi, bogini nieszczęścia, bólu, nocnego nieba, śmierci, straconej nadziei, deszczu, śniegu, zimy, jesieni, biedy, wody i smutku przez kilka pierwszych cykli nienawidziła swojej roli. Potem do niej przywykła, ale zawsze współczuła Panowi. Był bożkiem losu, tajemnic, szukania, znajdywania, skarbów, wiosny, odrodzenia, czasu, ziemi, kolejnej szansy i rzeczy zagubionych. Uważała, że jego rola była najcięższa. Rodził się, wychowywał w kochającej rodzinie, otrzymywał miłość i darzył nią, a gdy kończył osiem lat umierał sprawiając ból swoim bliskim. Jednocześnie bardzo go podziwiała. Odważnie robił to, co musiał.
          Jej rola była prosta. Jako szesnastolatka przez osiem lat żebrała, potem znajdowała zniszczonego Kaia w postaci zabawki, naprawiała go i wychodziła zwiastować śmierć Panowi. Po jego śmierci wracała do domu, by zasnąć do ponownej przemiany Kaia w zabawkę.
          Kai, bóg lata, wiatru, dnia, pól, jasnego nieba, życia, zabawy, radości, ciepła, ognia, dnia, miłości, przyjaźni i dzieci miał najłatwiejsze zadanie. Przez osiem lat żebraczki Aoi i dzieciństwa Pana miał postać pluszowej zabawki. Uszczęśliwiał dziecko, do którego należał. Po tych ośmiu latach bywał bardzo zniszczony i lądował w śmieciach. Wtedy odnajdywała go Aoi i naprawiała, zostawiała w domu, a gdy wracała Kai był już złotowłosym chłopcem. Jego przyjaciółka zapadała w sen, podczas którego chłopak spłacał jej długi wobec ludzi, którzy jej pomogli. Zmieniał się znowu w zabawkę i rozpoczynał nową przygodę u boku nowego dziecka, zaraz po usłyszeniu pierwszego głośnego i radosnego śmiechu Pana.
          Kai lubił swoją rolę. Wiecznie uszczęśliwiał kogoś. Jednak najbardziej na świecie pragnąłby uszczęśliwić swoją przyjaciółkę Aoi. Gdy nikt nie widzi po jego policzku spływa łza, znak jego smutku, że nie może dać jej szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz