***
Osiem lat to zbyt mało na śmierć. W to wierzyli rodzice Louisa od chwili, gdy zachorował na żółtą febrę. Szukali pomocy wszędzie, ale nikt nie potrafił im jej udzielić za pieniądze, które posiadali. Dla nich to była loteria. Życie lub śmierć. Nikt nie mógł przewidzieć, co wypadnie. I dlatego robili wszystko, by utrzymać syna przy życiu.
Louis był świadom swojej, z początku łagodnej, choroby. Objawiała się tylko gorączką, brakiem apetytu i nudnościami. Jednak przeszła w drugą fazę. Rozpoczął się wyścig z czasem. Krwawienie jamy ustnej i oczu osłabiały chłopca doprowadzając do delirium.
Jego rodzice z każdą chwilą tracili nadzieję, gdy nagle pojawił się ON. Był wysokim człowiekiem w eleganckim garniturze, nosił czarny cylinder i laskę. Miał spiczasty nos, wąskie usta i zawijane wąsy. Mimo wszystko nie budził pozytywnych emocji czy zaufania. A jednak uznano go za jedyny ratunek dla chłopca.
Nie prosił o pieniądze, a obiecywał cuda. Nie znał się na leczeniu, a zarzekał, że chłopiec będzie żył tysiącami żyć. Czy można było się nie zgodzić? Pewnie tak, ale który rodzic nie poświęci wszystkiego w co wierzy, jeśli to miałoby ocalić ukochane dziecko?
Pomoc człowieka w cylindrze nie mogła się dobrze skończyć. Pełno świeczek, spalone na proch ludzkie kości, krew dzikich zwierząt... To miało ocalić Louisa, miało mu dać życie tysięcy żyć...
Chłopiec w przeciwieństwie do swoich rodziców pogodził się z myślą o śmierci. Ale czuł, gdy poznał człowieka w garniturze od razu poczuł, że nie jego los wymyka mu się z rąk i znika w otchłani czasu. Ale i z tym się pogodził. Był tylko ośmiolatkiem, który szybko musiał dojrzeć i znaleźć sposób by normalnie umrzeć.
Im mniej czasu mu zostawało, tym bardziej zbliżał się czas rytuału. Pewnego ranka, gdy rodzice Lousia wyszli do pracy i chłopiec został sam, do jego domu weszła pewna kobieta. Nie podała swojego imienia, ale przedstawiła się jako kapłanka voodoo. Zmierzył ją swoim delirycznym wzrokiem, a ona uśmiechnęła się i złożyła pocałunek na jego czole. Zamknął zmęczone oczy i zmorzył go sen. Gdy się obudził było już po zachodzie słońca, kobieta zniknęła, ale na kocu znalazł kilka piór białego koguta.
Louis pomyślał o papie Legbie, loa, który był strażnikiem granicy między światem żywych i umarłych. Babcia chłopca kiedyś mu wspomniała, że składano mu krwawe ofiary z białego koguta. Dlatego, gdy przyszła noc rytuału wziął pióra ze sobą.
Louis pomyślał o papie Legbie, loa, który był strażnikiem granicy między światem żywych i umarłych. Babcia chłopca kiedyś mu wspomniała, że składano mu krwawe ofiary z białego koguta. Dlatego, gdy przyszła noc rytuału wziął pióra ze sobą.
Był przytomny na początku tamtej nocy. Kogucie pióra dodawały mu sił, ale i tak gdy rytuał dobiegł końca leżał na ziemi bez życia, a człowiek w cylindrze zniknął. Ośmiolatek nie żył.
To nie tak, że wszystkich okłamał. On po prostu dał Louisowi tysiąc żyć jako początek zaklętego kręgu. Od tamtej pory rodził się wciąż na nowo i wciąż na nowo umierał jako ośmiolatek. Ale białe pióra koguta dały mu nadzieję, że pewnego dnia umrze naprawdę. Jego pierwsze ludzkie ciało umarło, a dusza, którą Loa nazwały Pan miała istnieć jeszcze długo, ale obiecały mu, że nie będzie trwała wiecznie.
To nie tak, że wszystkich okłamał. On po prostu dał Louisowi tysiąc żyć jako początek zaklętego kręgu. Od tamtej pory rodził się wciąż na nowo i wciąż na nowo umierał jako ośmiolatek. Ale białe pióra koguta dały mu nadzieję, że pewnego dnia umrze naprawdę. Jego pierwsze ludzkie ciało umarło, a dusza, którą Loa nazwały Pan miała istnieć jeszcze długo, ale obiecały mu, że nie będzie trwała wiecznie.
***
Johann był złotowłosy. Miał dwadzieścia cztery lata i zwykle otaczał go wianuszek pięknych dziewczyn.
Johann był przystojnym, wiecznie uśmiechniętym młodzieńcem. Ludzie jedli mu z ręki, podczas gdy on nimi najzwyczajniej w świecie gardził. Pochodził z bogatego domu, z którego wyniósł jedynie arogancje i brak szacunku.
Ze wszystkich ludzi, najbardziej gardził jego starą opiekunką, przyjaciółką jego babci. Z uwielbieniem niszczył każdą zabawkę, którą otrzymał w prezencie, byle tylko zrobić tym na złość starej kobiecie. Ona je szanowała, traktowała jakby miały dusze i serca. A Johann to wykorzystywał.
Ale staruszka zaciskała zęby i próbowała wychować rozpieszczonego przez rodziców chłopca, którzy próbowali pieniędzmi i zabawkami zapłacić za swoją nieobecność. I to dlatego Johann tak nienawidził opiekunki, bo widziała jak bardzo jest samotny, a on nie chciał pokazywać swoich słabości.
Jukla, bo tak brzmiało imię starszej kobiety dzielnie znosiła nienawiść wtedy małego chłopca i wierzyła, że uda mu się przezwyciężyć swoje słabości. Ale z czasem było coraz gorzej i opiekunka traciła nadzieję. Jednak miała pewien sekret, z którego miała zamiar skorzystać, jeśli Johann przechyli czarę goryczy.
Zrobił to dzień po swoich dwudziestych czwartych urodzinach. Na jej oczach dręczył ranne kruki, a na końcu brutalnie je zabił. I wtedy poznał prawdę o swojej starej opiekunce.
Była wölwą. Skandynawską czarownicą. Zaczęła od przywrócenia krukom życia. Johann był już wtedy przerażony. Ale gdy wprowadziła go do kręgu, zrozumiał jak wielki błąd popełnił.
Nie do końca to było celem Jukli. Chciała go ukarać, a starożytne moce wykorzystały jej pragnienie i wyciągnęły duszę Johanna przemieniając ją w Kaia. Drugiego członka przeklętego kręgu. Lecz chociaż los nie przewidział dla niego ratunku, zrobiła to jego stara opiekunka. Jeśli krąg zostanie kiedykolwiek złamany, dusza zwana Kaiem wróci do ciała jej podopiecznego, choć nie będzie taka jak kiedyś. Jednak nigdy nie dowiedział się czy krąg zostanie przerwany, a jedynie jaki będzie miało to skutek.
Johann był przystojnym, wiecznie uśmiechniętym młodzieńcem. Ludzie jedli mu z ręki, podczas gdy on nimi najzwyczajniej w świecie gardził. Pochodził z bogatego domu, z którego wyniósł jedynie arogancje i brak szacunku.
Ze wszystkich ludzi, najbardziej gardził jego starą opiekunką, przyjaciółką jego babci. Z uwielbieniem niszczył każdą zabawkę, którą otrzymał w prezencie, byle tylko zrobić tym na złość starej kobiecie. Ona je szanowała, traktowała jakby miały dusze i serca. A Johann to wykorzystywał.
Ale staruszka zaciskała zęby i próbowała wychować rozpieszczonego przez rodziców chłopca, którzy próbowali pieniędzmi i zabawkami zapłacić za swoją nieobecność. I to dlatego Johann tak nienawidził opiekunki, bo widziała jak bardzo jest samotny, a on nie chciał pokazywać swoich słabości.
Jukla, bo tak brzmiało imię starszej kobiety dzielnie znosiła nienawiść wtedy małego chłopca i wierzyła, że uda mu się przezwyciężyć swoje słabości. Ale z czasem było coraz gorzej i opiekunka traciła nadzieję. Jednak miała pewien sekret, z którego miała zamiar skorzystać, jeśli Johann przechyli czarę goryczy.
Zrobił to dzień po swoich dwudziestych czwartych urodzinach. Na jej oczach dręczył ranne kruki, a na końcu brutalnie je zabił. I wtedy poznał prawdę o swojej starej opiekunce.
Była wölwą. Skandynawską czarownicą. Zaczęła od przywrócenia krukom życia. Johann był już wtedy przerażony. Ale gdy wprowadziła go do kręgu, zrozumiał jak wielki błąd popełnił.
Nie do końca to było celem Jukli. Chciała go ukarać, a starożytne moce wykorzystały jej pragnienie i wyciągnęły duszę Johanna przemieniając ją w Kaia. Drugiego członka przeklętego kręgu. Lecz chociaż los nie przewidział dla niego ratunku, zrobiła to jego stara opiekunka. Jeśli krąg zostanie kiedykolwiek złamany, dusza zwana Kaiem wróci do ciała jej podopiecznego, choć nie będzie taka jak kiedyś. Jednak nigdy nie dowiedział się czy krąg zostanie przerwany, a jedynie jaki będzie miało to skutek.
***
Zoja miała szesnaście lat i zabijała. To było jedyne życie, jakie znała od dziecka. Zabijała, bo jej kazano, bo tylko tego ją nauczono.
Nie była szczęśliwa, ale nieufna i osamotniona, nikt jej nie wytłumaczył czym jest litość, więc jej nie miała.
Była wysoką zielonooką brunetką. Żyła w drodze. Przeskakiwała z miasta do miasta, z kraju do kraju, od celu do celu, od śmierci do śmierci. Ale mimo wszystko starała się być dobrym człowiekiem. Pomagała tym, których spotkała na swojej drodze i czuła smutek na myśl o każdym dokonanym morderstwie. W wolnym czasie czytała. Była raczej milczkiem i wolała słuchać.
Pewnego razu otrzymała rozkaz wybicia wszystkich mieszkańców jednego z hoteli na Hokkaido, a zwłaszcza tych z pokoju numer czterdzieści trzy. Wyleciała więc do Japonii i czekała na idealną noc. Gdy się doczekała, uzbrojona w broń palną - wkroczyła. Bez problemu dokonała masakry na większości gościach. Ale kobieta z pokoju czterdzieści trzy okazała się niemałym wyzwaniem. Potrafiła robić rzeczy, które wcześniej Zoji wydawały się niemożliwe, ale w końcu udało się ją zabić.
Zabójczyni już chciała opuścić hotel, gdy usłyszała dziecięcy płacz. Zatrzymała się gwałtownie i podążyła za dźwiękiem. Wtedy znalazła dziewczynkę.
Mała płakała, a Zoja wpatrywała się w nią. Pierwszy raz przyszło jej zabijać dziecko. Nigdy nie myślała o takiej sytuacji, a nagle się w niej znalazła. Nigdy wcześniej się nie zawahała, ale otrząsnęła się i wycelowała. Wtedy ich oczy się spotkały.
Bańka chroniąca Zoję przed moralnością i sumieniem pękła. Do głosu doszły uczucia i emocje, ale przede wszystkim zrozumienie swoich czynów. W tej jednej chwili cała sytuacja obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni.
Zoja w ciągu sekundy zaufała instynktowi i zabrała dziecko. Wybiegła z budynku, by zniknąć w mroku nocy. Przez kilka dni udawało im się ukrywać, ale w końcu zostały znalezione. Zabójczyni strzelała, była przecież najlepsza, ale ostatni strzał został wymierzony w dziecko. Zoja zdążyła jedynie zastrzelić pozostałego strzelca i zasłonić ciałem dziewczynkę.
W ten sposób zakończyło się jej życie. Potem było już tylko gorzej. Ledwo zamknęła oczy w chwili śmierci, otworzyła je ponownie zaraz po niej. Klęczała na środku wielkiej sali, wokół niej stało mnóstwo kobiet w różnym wieku, które żywo dyskutowały. Zoja spróbowała się odezwać, ale z jej ust nie wypłynęły żadne słowa. Więc zrobiła to, co jej zostało. Zaczęła się przysłuchiwać.
Zoja w ciągu sekundy zaufała instynktowi i zabrała dziecko. Wybiegła z budynku, by zniknąć w mroku nocy. Przez kilka dni udawało im się ukrywać, ale w końcu zostały znalezione. Zabójczyni strzelała, była przecież najlepsza, ale ostatni strzał został wymierzony w dziecko. Zoja zdążyła jedynie zastrzelić pozostałego strzelca i zasłonić ciałem dziewczynkę.
W ten sposób zakończyło się jej życie. Potem było już tylko gorzej. Ledwo zamknęła oczy w chwili śmierci, otworzyła je ponownie zaraz po niej. Klęczała na środku wielkiej sali, wokół niej stało mnóstwo kobiet w różnym wieku, które żywo dyskutowały. Zoja spróbowała się odezwać, ale z jej ust nie wypłynęły żadne słowa. Więc zrobiła to, co jej zostało. Zaczęła się przysłuchiwać.
Dyskutowano o niej. Część kobiet chciało pozwolić jej odejść, ale inne uważały, że zasługuje na wielką karę za swoje zbrodnie. Kłóciły się długo, aż jedna z nich wspomniała z lękiem o Kręgu. Wtedy wszystkie zamilkły. Mówiła dalej, ale Zoja nic nie rozumiała. Pozostałe kobiety przytakiwały. W końcu zwrócono się do niej i wydano wyrok. Miała trwać jako jeden z trzech członków Kręgu i wykonywać swoje obowiązki. Złamać go mogła tylko Medea, dziewczynka ocalona przez Zoję, ale nikt nie wiedział, czy się to wydarzy, czy nie i jakie będą tego skutki.
Zabójczyni wpatrywała się w kobiety pustym wzrokiem. Nie mogła nic powiedzieć. Ani się pogrążyć, ani obronić. Tylko milczeć.
W cichym bólu, jej dusza została wyrwana z drogi zwyczajnych dusz i wysłana poza czas do reszty przeklętych kręgiem. Nazwano ją Aoi, a śmierć poniesiona na ziemiach wysp japońskich nadała jej duszy azjatycką urodę.
Aoi miała trwać wieki, ale świadomość, że istnieje ktoś, kto może przerwać jej cierpienie dawała jej okruszki nadziei.
W cichym bólu, jej dusza została wyrwana z drogi zwyczajnych dusz i wysłana poza czas do reszty przeklętych kręgiem. Nazwano ją Aoi, a śmierć poniesiona na ziemiach wysp japońskich nadała jej duszy azjatycką urodę.
Aoi miała trwać wieki, ale świadomość, że istnieje ktoś, kto może przerwać jej cierpienie dawała jej okruszki nadziei.
***
Dusze oderwane od ciał. Przeniesione w inne czasy. Zamknięte w zdającym się nie mieć zakończenia Kręgu. Nieszczęśliwe, przeklęte i zagubione.
Pan, który wie, że pewnego dnia dane mu będzie odejść w spokoju. Kai, który po przerwaniu Kręgu będzie mógł wrócić do dawnego życia. Aoi, która zna kogoś, kto może ją ocalić.
Żaden z nich nie wie czym jest Krąg, dlaczego powstał. Przecież mały Louis nic złego nie zrobił... A stara wölwa włączyła doń Johanna przypadkiem. I tylko Zoja świadomie pokutuje za swoje czyny, ale nawet kobieta, która wydała wyrok mówiła z lękiem o Kręgu.
Żaden z nich nie wie czym jest Krąg, dlaczego powstał. Przecież mały Louis nic złego nie zrobił... A stara wölwa włączyła doń Johanna przypadkiem. I tylko Zoja świadomie pokutuje za swoje czyny, ale nawet kobieta, która wydała wyrok mówiła z lękiem o Kręgu.
Aoi i Pan to martwe dusze, dlatego ich wygląd został inaczej ukształtowany. Jej poprzez miejsce śmierci, jego poprzez nieustanne wcielenia. Ciało Kaia jest żywe, dlatego jego dusza zachowała oryginalny wygląd i jeśli kiedykolwiek wróci, jego organizm nawet nie zauważy nieobecności. Jako jedyny został wyrwany ze swojego istnienia, a jego chwilę nie noszą miana, są wypalone w czasie. A Zoja i Louis wyrwani śmierci wbrew ich woli.
Razem dzielą samotność i ciężkie obowiązki. Pan rodzi się i umiera raniąc bliskich, Aoi zwiastuje mu śmierć i przynosi smutek ludziom, Kai daje szczęście dziecku jako zabawka i daje szczęście zasmuconym przez Aoi, ale nie może jej uszczęśliwić. I gdy każdy zna tylko fragment prawdy o kręgu, nikt nie wie, jak go przerwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz