*15*
Illiam zrobił to co zwykle na widok wróżki. Zignorował ją. Ale ona nie była taka jak inne. Dostrzegał jej powłokę i jednocześnie prawdziwą postać. Musiała być naprawdę silna, ale nie dość, by nie mógł jej rozpoznać, a posiadane przez nią skrzydła sugerowały wysoką pozycję w tamtym świecie. Jednak nie myślał o niej długo. Mimo wszystko była wróżką, a im przecież nie wolno ufać.
Spojrzał w niebo. Był dzień więc zamiast gwiazd zobaczył chmury obu światów. Te należące do ludzi były białe i powolne, a te drugie szybkie i ciemne.
To zły znak..., pomyślał.
Zwykle chmury wróżek błyszczały jakby ktoś posypał je tęczowym brokatem i poruszały się powoli. Coś się działo w tamtym świecie, a Illiam wiedział, że nie jest to nic dobrego. Gdy ich chmury przestawały błyszczeć wróżki zależne od pory dnia i roku zaczynały zabawę śmiertelnikami. Wtedy musiał najbardziej uważać, żeby nie zdradzić się, że je widzi.
Nie miał pojęcia skąd wie, jak się przed nimi ukryć. Dziesięć zasad jakimi się kierował w życiu obracały się wokół nich i ich świata. Illiam już dawno zapomniał, kiedy te zasady powstały, ale stosowanie ich jeszcze nigdy go nie zawiodło i nie zapowiadało się, żeby kiedykolwiek miało być inaczej.
Zerknął znowu na dziwną wróżkę, ale ona wciąż pozostawała w swojej powłoce. W pięknej powłoce czarnookiej brunetki o długich nogach i gładkiej skórze. Wpatrywała się w niego z ukrywanym lękiem. To nie było do nich podobne. One nie bały się ludzi, one nimi pogrywały. Chyba, że...
Wie, że widzę jej prawdziwą postać? Po jego twarzy przebiegło zwątpienie.
Odwrócił szybko wzrok i śpiesznym krokiem ruszył do domu. Widok wróżki sprawił, że urodzinowa piosenka odezwała się w jego duszy i Oberon dostrzegł szansę na skomponowanie kolejnego magicznego utworu. Była jesień, więc to zimowe wróżki wychodziły na łowy. Te w ludzkich powłokach opuszczały je w ciemnych zaułkach, a pozostałe grasowało w pełnej krasie. Śmiertelnicy odczuwali ich zabawy jako wiatr i burzę, dopóki wróżki nie wybiorą swojej ofiary.
Był w połowie drogi, gdy zorientował się, że padło na niego. Jęknął w duchu. Zastanawiał się jakie ma szanse na ucieczkę, gdy poczuł, że ktoś chwyta go za ramię. Przez chwilę myślał, że jest już zgubiony, ale przypomniał sobie, że zimowe wróżki nie bawią się w ten sposób. Spojrzał przez ramię wprost w czarne, a zarazem fuksjowe kocie oczy dziwnej wróżki.
— To ty! — wypalił nie zastanawiając się.
— Nie możesz tu zostać! — Wróżka przekrzyczała magiczny wiatr.
I wiedział, że to prawda. Chociaż nie miał pojęcia czy wróżka zorientowała się, że widzi ją taką, jaką jest naprawdę skinął głową i dał jej się poprowadzić przez łowy. Obserwował zimowe i dzienne wróżki, które schodziły jej z drogi powoli go sobie odpuszczając.
Wtedy zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Złamał pierwszą zasadę z dziesięciu zasad kształtujących jego życie. Zaufał wróżce.
Spojrzał w niebo. Był dzień więc zamiast gwiazd zobaczył chmury obu światów. Te należące do ludzi były białe i powolne, a te drugie szybkie i ciemne.
To zły znak..., pomyślał.
Zwykle chmury wróżek błyszczały jakby ktoś posypał je tęczowym brokatem i poruszały się powoli. Coś się działo w tamtym świecie, a Illiam wiedział, że nie jest to nic dobrego. Gdy ich chmury przestawały błyszczeć wróżki zależne od pory dnia i roku zaczynały zabawę śmiertelnikami. Wtedy musiał najbardziej uważać, żeby nie zdradzić się, że je widzi.
Nie miał pojęcia skąd wie, jak się przed nimi ukryć. Dziesięć zasad jakimi się kierował w życiu obracały się wokół nich i ich świata. Illiam już dawno zapomniał, kiedy te zasady powstały, ale stosowanie ich jeszcze nigdy go nie zawiodło i nie zapowiadało się, żeby kiedykolwiek miało być inaczej.
Zerknął znowu na dziwną wróżkę, ale ona wciąż pozostawała w swojej powłoce. W pięknej powłoce czarnookiej brunetki o długich nogach i gładkiej skórze. Wpatrywała się w niego z ukrywanym lękiem. To nie było do nich podobne. One nie bały się ludzi, one nimi pogrywały. Chyba, że...
Wie, że widzę jej prawdziwą postać? Po jego twarzy przebiegło zwątpienie.
Odwrócił szybko wzrok i śpiesznym krokiem ruszył do domu. Widok wróżki sprawił, że urodzinowa piosenka odezwała się w jego duszy i Oberon dostrzegł szansę na skomponowanie kolejnego magicznego utworu. Była jesień, więc to zimowe wróżki wychodziły na łowy. Te w ludzkich powłokach opuszczały je w ciemnych zaułkach, a pozostałe grasowało w pełnej krasie. Śmiertelnicy odczuwali ich zabawy jako wiatr i burzę, dopóki wróżki nie wybiorą swojej ofiary.
Był w połowie drogi, gdy zorientował się, że padło na niego. Jęknął w duchu. Zastanawiał się jakie ma szanse na ucieczkę, gdy poczuł, że ktoś chwyta go za ramię. Przez chwilę myślał, że jest już zgubiony, ale przypomniał sobie, że zimowe wróżki nie bawią się w ten sposób. Spojrzał przez ramię wprost w czarne, a zarazem fuksjowe kocie oczy dziwnej wróżki.
— To ty! — wypalił nie zastanawiając się.
— Nie możesz tu zostać! — Wróżka przekrzyczała magiczny wiatr.
I wiedział, że to prawda. Chociaż nie miał pojęcia czy wróżka zorientowała się, że widzi ją taką, jaką jest naprawdę skinął głową i dał jej się poprowadzić przez łowy. Obserwował zimowe i dzienne wróżki, które schodziły jej z drogi powoli go sobie odpuszczając.
Wtedy zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Złamał pierwszą zasadę z dziesięciu zasad kształtujących jego życie. Zaufał wróżce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz