środa, 19 sierpnia 2020

Dziesięć zasad dla wróżki #10

*10*

          W rzeczywistości nazywał się Illiam, ale Marlie uparcie zwracała się do niego mianem Malone. Mówiła, że każdy ma swoje prawdziwe imię, które można zdradzić tylko tym, którym się ufa. Więc każdemu, kto pytał przedstawiał się Illiam, ale w głębi serca czuł się Malone, bo tak go nauczyła Marlie.
          Imiona miały znaczenie. Wróżka opowiadała, że gdyby każdy człowiek znał swoje prawdziwe imię miałby kontrolę nad swoim życiem. Malone znał swoje imię, ale nie czuł się jakby miał nad czymkolwiek panował. Lecz było inaczej. Chłopiec chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy nadawał swoim zasadom moc. Sprawiał, że zapewniały mu realną ochronę przed światem wróżek.
          Marlie było jej drugim imieniem, ale zdradziła mu kiedyś te prawdziwe. Poprosiła go wtedy, żeby nikomu go nie wyjawił. Nazywała się Isa. W rozmowach z wróżkami nigdy nie używała swojego prawdziwego imienia, a w ich obecności nazywała go Illiamem, nie Malonem. Taka była dziewiąta zasada.
          Nie wymawiaj prawdziwego imienia w obecności wróżek!
          Malone nazywał się tak w myślach póki pamiętał o Marlie. Kiedy o niej zapomniał stał się w pełni Illiamem. Ale wciąż tkwiła w nim historia o prawdziwych imionach i dlatego jego nie wypadło mu z pamięci. Marzył, że pewnego dnia spotka kobietę, której będzie mógł je wyznać. Tymczasem traktował je jako pseudonim artystyczny, którego używał jako twórca komponowanych melodii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz